Elżbieta Semczuk: „Na beczkach” w Czorsztynie tętniło życie. To była wymarzona „miejscówka” na wakacje! Tutaj poznałam mojego męża

Prawie całe moje życie rodzinno – zawodowe było przez kilkanaście lat związane z czorsztyńskimi „beczkami”. Na beczki po raz pierwszy przyjechałam jako młoda dziewczyna w 1976 roku i tutaj poznałam mojego przyszłego męża, który wtedy pracował w Nowym Targu, a w Czorsztynie prowadził szkółkę kajakarską. Ośrodek kempingowy w „beczkach” obok dawnego dworu Drohojowskich, w pobliżu czorsztyńskiego zamku prowadzili wówczas od kilku lat jego rodzice: Danuta i Adolf Semczuk. Czas spędzony „na beczkach” to bardzo miłe wspomnienia z czasów mojej młodości do których wracam z wielkim sentymentem.

„Miłość na beczkach”

Wszystko zaczęło się w 1976 roku kiedy z mamą i bratem przyjechałyśmy do Czorsztyna na „wczasy w beczkach”. Mama pracowała wówczas w Krakowie w Zakładach Zabawkarskich i była to jakaś wymiana między zakładami pracy w zakresie przydziału wczasów zakładowych. I my wtedy dostaliśmy przydział wczasów zakładowych do Czorsztyna i przyjechaliśmy tutaj w latem 1976 roku. I tego lata poznałam właśnie mojego przyszłego męża Zbyszka. Dwa lata później w 1978 roku także „na beczkach” odbył się nasz ślub. Wszystkich naszych gości zarówno ze strony męża jak i z mojej zakwaterowaliśmy w domkach z beczek, wszystkie zostały zajęte. Samo wesele odbyło się w Restauracji „Pieniny” przy tzw. Skrzyżowaniu w Czorsztynie. Po ślubie i urodzeniu się naszych dzieci na co dzień razem z mężem mieszkałam i pracowałam w Nowym Targu, ale każdy weekend spędzaliśmy w Czorsztynie ja pomagając teściom, a mąż był na zawodach, treningach lub na zgrupowaniach kajakarskich ze swoimi zawodnikami lub sam w nich starował.

Mąż też trafił do Czorsztyna ze swoimi rodzicami w specyficznych okolicznościach. Maż urodził się pod Szczecinem. Jego dwaj bracia w Szczecinie, a dwie siostry w Piwnicznej. Wszystko to było spowodowane sytuacją rodzinną mojego teścia, który był majorem WOP- u i wielokrotnie był przenoszony po całym kraju, jak to wojskowy na różne placówki. Gdy przybył do placówki w Czorsztynie, która działała tutaj od lat 60 XX w. a była to najprawdopodobniej końcówka lat 60 już tutaj został co było związane z jego stanem zdrowia. Niewiele wcześniej przeszedł zawał serca. Po tym zdarzeniu przełożeni już go nigdzie indziej nie przenosili i na stałe został teść z rodziną w Czorsztynie.

Praca „na beczkach”

Od 1978 roku, po ślubie razem z mężem i teściami pracowaliśmy w ośrodku kempingowym. Pracy przy prowadzeniu ośrodka zwłaszcza w sezonie było sporo. Pomagałam teściowej w utrzymaniu porządku na ośrodku, sprzątaniu domków – beczek na przyjęcie kolejnych turystów, czasem zastępowałam teścia na recepcji.

Utrzymaniem czystości i porządku na ośrodku zajmowała się głównie moja teściowa Danuta Semczuk przez wszystkich nazywania „Panią Danusią”. Poświęcała cały swój czas na prace na ośrodku. Dzięki niej nie było zażaleń i skarg. Dbała w tych spartańskich warunkach by każdy turysta zapamiętał bardzo dobrze swój pobyt. Niestety minęły już prawie dwa lata jak odeszła. Tym wpisem chciałabym złożyć jej hołd i przypomnieć jej postać osobom które ją znały, bo była bardzo ważną osobą w życiu tego ośrodka i naszej rodziny. W połowie lat 80. XX teść w związku z pogorszeniem się jego stanu zdrowia po przebytym zawale prowadzenie ośrodka przekazał synowi, czyli mojemu mężowi Zbyszkowi.

Mąż prowadził także szkółkę kajakarstwa górskiego, która działała w ramach oddział Klubu Sportowego „Pieniny” w Szczawnicy. Grunt na którym rozpoczął działalność turystyczną klub sportowy należał najprawdopodobniej do Gminy Czorsztyn. W jakiś sposób dostali ten teren do zagospodarowania i rozpoczęli na nim organizację ośrodka kempingowego.

Ktoś wówczas wpadł na genialny pomysł aby wykorzystać ten teren i postawić tam domki ze zużytych beczek po leżakowaniu piwa tzw. kuf. Beczki zostały sprowadzone z browaru w Okocimiu i dostosowane do celów mieszkaniowych. Zrobiono na nich daszki, wstawiono drzwi i okno, a do środka wstawiono dwa łózka i stoliczek. Pomysłodawcami urządzenia domków w starych dębowych beczkach był mój teść Semczuk i jego znajomy Zbigniew Bibro.

100 campingów na 100-lecie Turystyki Polskiej, czyli jak powstał ośrodek campingowy w Czorsztynie

Ośrodek Campingowy w Czorsztynie powstał w 1973 roku w odpowiedzi na apel Przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie „O budowę w czynie społecznym stu campingów na 100 -lecie Turystyki Polskiej”.

Apel ten podjęło i zaangażowało się w utworzenie ośrodka campingowego z beczkami kilka organizacji: Zarząd Okręgu Związków Zawodowych Pracowników Przemysłu Spożywczego i Pracowniczego w Krakowie, Zarząd Klubu Sportowego „Pieniny” w Szczawnicy, Browar w Okocimiu, „Spomasz” w Krakowie (producent części do maszyn rolniczych), Zakłady Przemysłu Tytoniowego w Krakowie. Inicjatywę czynu społecznego poparło jeszcze kilka innych organizacji wśród których znalazły się m.in. Centrala Związków Zawodowych w Krakowie, Wojewódzki Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki w Krakowie, Elektromontaż Kraków oraz Zakład Produkcji Elementów Budowlanych w Skawinie.

Oficjalne, uroczyste oddanie do użytku Ośrodka Campingowego w Czorsztynie nastąpiło w niedzielę, 10 czerwca 1973 roku. Uświetnił go m.in. występ Młodzieżowego Zespołu Harmonistów Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Skale, a atrakcją dodatkowa była wycieczka na zamek czorsztyński.

Każda z tych firm miała udziały w tym przedsięwzięciu. Każda z firm miała wykupionych po kilka lub kilkanaście domków i do nich wysyłali na wczasy swoich pracowników z rodzinami.Na terenie ośrodka było ogółem 29 beczek. Do tego do dyspozycji turystów było pole namiotowe na które przyjeżdżali ludzie kamperami albo pod namioty. W beczkach były spartańskie warunki, ale były to domki inne niż gdzie indziej, oryginalne.

Beczki przez okrągły rok

Na beczkach życie tętniło praktycznie przez cały rok. W maju zaczynały się wycieczki szkolne które przyjeżdżały na zwiedzanie okolicy, zamków w Czorsztynie i Niedzicy,czy na spływ tratwami po Dunajcu. Całe grupy przyjeżdżały i nocowały w naszych beczkach

Beczki były niewątpliwa atrakcją o czym świadczy fakt, że rezerwacje ich zaczynały się bardzo wcześnie bo już w lutym. W czerwcu zaczynały się wakacje i przyjeżdżały kolejne grupy. Największe obłożenie było zawsze w lipcu i sierpniu – mieliśmy pełne stany. We wrześniu gościli u nas natomiast studenci. Praktycznie przez cały rok, za wyjątkiem mocnej zimy przyjeżdżali do nas wędkarze. Sezon dla wędkarzy zaczynał się wczesną wiosną i wtedy pojawiali się pierwsi goście i trwał do późnej jesieni. Siedzieli na naszym ośrodku wędzili rybki, zrobili sobie w rogu pola namiotowego wędzarnię i niejednokrotnie dzielili się wędzona rybka ludźmi którzy przebywali na polu namiotowym. To było takie bardzo sympatyczne, życzliwe i wręcz takie rodzinne zachowanie.

„Na beczki” ludzie wracali całymi latami. Najpierw przyjeżdżali sami, potem z małżonkami, później z dziećmi, a jeszcze później przyjeżdżały ich dzieci z własnymi dziećmi. Odpoczywały tutaj całe pokolenia letników. Przyjeżdżali do nas także turyści z zagranicy którzy byli zachwyceni pomysłem mieszkania w beczkach.

Sklepik w beczce

Przez krótki okres kiedy wszystko było na kartki prowadziliśmy w jednej z beczek sklepik, w którym zaopatrywała się cała wioska i mnóstwo turystów. Mieliśmy dostęp do Krakowskich Zakładów Cukierniczych. Dostawaliśmy różne takie czekolady „Pani Walewska' – wyrób czekoladopodobny, ale rozchodziła się błyskawicą, bo była bez kartek. Mieliśmy także w sprzedaży lizaki, cukierki, jakieś zupki, konserwy, soczki w woreczkach. Z naszego sklepiku w beczce bardzo intensywnie korzystali mieszkańcy okolicznych wsi i oczywiście nasi turyści.

Rajdy WOP pod zamkiem

Przez kilka lat organizowane były także na naszym terenie rajdy WOP-u. Przywozili tam takie ogromne namioty i wielką kuchnię. Dla letników była to spora atrakcja gdy obok rozbijali się żołnierze WOP uczestniczący w rajdzie. Przyjeżdżały takie ogromne kotły do gotowania posiłków. Było na co popatrzeć.

Pawilon to było coś

Przy beczkach i polu namiotowym stał pawilon. Najpierw, w latach 60 XX w. była to taka tylko zadaszona wiata na czterech betonowych filarach po której hulał wiatr, ale można się było w nim schronić przed deszczem. Z czasem pawilon przeszedł modernizację, został zabudowany ścianami, zostały w nim wstawione okna i drzwi. W środku była kuchnia z ogromnym piecem kaflowym na którym się gotowało. Później, żeby za każdym razem nie rozpalać w tym piecu wstawiliśmy tam kuchenkę gazową z której także korzystali turyści, ale można sobie wyobrazić, że przy tej ilości turystów była ona kompletnie niewystarczająca. Ludzie przywozili sobie własne kuchenki gazowe i gotowali przy beczkach, albo pod jakimś zadaszeniem jak była deszczowa pogoda. W pawilonie była także świetlica z telewizorem, który działał jak chciał bo sygnał tu był bardzo słaby.

W pawilonie, w jego jednej części znajdowała się tzw. recepcja i magazyn pościeli. Obok pawilonu były też prysznice i toalety, chociaż warunki sanitarne z dzisiejszej perspektywy były spartańskie. Była taka zamurowana wiata i jeden bojler na 100 litrów wody. Kto był pierwszy ten się wykąpał w ciepłej wodzie. Reszta musiała czekać, aż woda się znowu nagrzeje, ale ludzi nie narzekali. Na terenie ośrodka była także długa wanna z kilkoma kranami i ludzie do umycia się korzystali także z niej. Było czysto, ale skromnie.
Przed zalaniem Pawilon został rozebrany i przeniesiony przez Pana Kazimierza Wolskiego na Mizerną i z tego co wiem nadal tam stoi.

W beczkach chcieli zamieszkać prawie wszyscy, którzy je zobaczyli na żywo

Zainteresowanie beczkami mimo takich spartańskich warunków było ogromne. Już w lutym mieliśmy pełne stany letników na wakacje. Ludzie idąc droga w kierunku Niedzicy widząc nasze beczki przychodzili do nas do recepcji i pytali czy nie byłoby możliwości przenocowania chociaż na jedną noc w beczce.

Urok czorsztyńskiej Doliny Dunajca był nieodparty

Miejsce w którym stały nasze beczki miało swój nieodparty urok. Była ulica, a za ulicą rozpościerała się taka kamienna plaża i brzeg Dunajca. Były warunki do popluskania się w wodzie, popływania na tratwach i pontonowych kajakach, które można było wypożyczyć w ośrodku. Była też możliwość łowienia ryb.

Ciekawostką jest, że na teren ośrodka i na brzeg Dunajca przychodziły stada jeleni i saren. Mieliśmy też stałego gościa – dzięcioła, który przylatywał sobie na dwie nasze lampy oświetleniowe. Przylatywał do nas codziennie około 5.00 rano walił w lampę. Jak go przegoniliśmy z jednej leciał do drugiej i zaczynał walić w nią od nowa. Słysząc ten dźwięk ludzie już wiedzieli, że nasz dzięcioł przyleciał.

Atrakcje na „beczkach”

Na ośrodku organizowaliśmy także ogniska z pieczeniem barana. Przyjeżdżały grupy turystyczne i dla nich się przyrządzało barana czym zajmowała się zawsze moja teściowa, która potrafiła odpowiednimi przyprawami natrzeć mięso i przygotować je do pieczenia. Była w tym niezrównana. Baran był podpiekany najpierw w czorsztyńskiej piekarni na dużym rożnie, a potem wstawiany na ognisko dla turystów. Barany były dostarczane do nas przez lokalnych baców, którzy je hodowali na miejscowych łąkach. Do dziś dostajemy kartki na święta z życzeniami od naszych turystów, którzy w lecie przyjeżdżali wypocząć w naszym ośrodku.

Koniec ośrodka z beczkami jak i całego Starego Czorsztyna rozpoczął się w latach 80 XX w. W 1976 roku zamknięto przystań flisacką i powoli Czorsztyn zaczął zamierać. Jeszcze przez kilkanaście lat przyjeżdżali tutaj turyści, ale było ich z roku na rok coraz mniej i w otoczeniu widoczne były coraz większe zmiany związane z budową zapory. W 1990 roku po 17 latach od otwarcia ośrodek campingowy zakończył swoją działalność. W tym czasie wycięto wszystkie drzewa na Równi Czorsztyńskiej. W tym czasie właściciele tych beczek, czyli krakowskie firmy SPOMASZ i Zakłady Tytoniowe oraz Klub Sportowy Pieniny zaczęły sprzedawać swoim pracownikom te beczki. Ostatnie beczki wyjechały z Czorsztyna w 1995 roku, na dwa lata przed wielką powodzią do której doszło w 1997 roku.

Historia czorsztyńskich beczek trwała 17 lat i gdyby nie zalanie terenu Doliny Dunajca pewnie trwałaby nadal. W 2023 roku, za 2 lata minie dokładnie 50 lat od utworzenia tego wyjątkowego miejsca, które dziś pozostaje już tylko we wspomnieniach ludzi, którzy je prowadzili i tych którzy gościli w „beczkach”.

Redakcja portalu staryczorsztyn.pl składa podziękowania: Pani Elżbiecie Semczuk, Panu Zbigniewowi Semczuk, Pani Joannie Semczuk (Augustyn) i Pani Wandzie Czubernat z domu Semczuk za wspomnienia i pomoc w zebraniu materiałów oraz zdjęć do powyższego artykułu.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, udostępnianie tylko za zgodą redakcji portalu staryczorsztyn.pl/Marzena Mordarska – Czuchra

Przeczytaj także:
Tego krajobrazu już nigdy nie ujrzycie … – Stary Czorsztyn

Czorsztyńskie „Basie”. W „pohrabiowskich domach” wypoczywały tysiące turystów, którym na wieczorkach zapoznawczych do tańca przygrywali Cyganie – Stary Czorsztyn

Wakacje w beczkach kempingowych w Czorsztynie – Stary Czorsztyn

Niebawem znowu będzie można zamieszkać w 60-letnich beczkach po piwie z ośrodka kempingowego w Czorsztynie – Stary Czorsztyn

Shares