Elżbieta Hołysz: Czorsztyn 1981. Wysiedlana wieś sprawiała bardzo przygnębiające wrażenie. Stary świat znikał na naszych oczach

W Pieniny przyjechaliśmy po raz pierwszy w 1981r. Chodziliśmy po górach i zwiedzaliśmy co było w naszym zasięgu. Dotarliśmy też do Czorsztyna gdzie życie powoli zamierało, panowała atmosfera opuszczanej i wysiedlanej wsi, nie było zbyt wielu ludzi. Wieś Maniowy była już całkowicie wysiedlona i opuszczona.

Chodziliśmy po tej wysiedlonej wsi, obecnie zalanej wodami Jeziora Czorsztyńskiego. W jednej zagrodzie ktoś jeszcze mieszkał, bo kręcił się tam pies i widać było jakieś oznaki życia. Reszta wsi była opuszczona, czułam się nieswojo, jakbym grała w jakimś ponurym westernie o Dzikim Zachodzie, bałam się, że zza węgła wyjdzie zły Indianin lub bandyta z pistoletem…

W Czorsztynie weszliśmy do knajpy, która była tuż przy pętli autobusu PKS. Woń baraniny unosiła się w powietrzu, ponieważ jakaś wycieczka raczyła się nią i piwem. Pewnie capy z Majerza poszły pod nóż.

Z knajpy, która nazywała się chyba „Pieniny” poszliśmy w kierunku zamku w Czorsztynie. Spod ruin zamku czorsztyńskiego zeszliśmy na teren budowy zapory, gdzie trwały prace nad budową sztolni dla przyszłej elektrowni wodnej. I tam były ogromne kombajny, używane w górnictwie miedziowym. Wyglądały jak wielkie karaczany, nieźle nas wystraszyły. Widać było wyloty tych okrągłych tuneli, z jednego z nich wyjechał w naszym kierunku jeden z takich kombajnów i nieźle nas przestraszył.

W tamtym okresie ciągle docierały do nas głosy, że zapora nie będzie zakończona ze względów ekologicznych. Jak się jednak okazało, to były na szczęście tylko plotki.

Jak ważna to była inwestycja okazało się w 1997 r. kiedy po wielodniowych opadach w górach na południu Polski, w tym przypadku w Tatrach, zbiornik zaporowy napełnił się wodą, chroniąc przed zalaniem miejscowości położone w dolnym biegu Dunajca jak również Wisły, które i tak doznały wielu podtopień. Była mowa o Krakowie, Sandomierzu. Można powiedzieć że te miasta i wszystkie okoliczne miejscowości miały szczęście, że powstała zapora w Niedzicy.

Takiego komfortu i spokojnego snu w lipcu 1997r. nie mieli mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego. W Wiśle, gdzie wówczas pracowałam, przeżywaliśmy chwile grozy związane ze zaporą wodną w Wiśle Czarne, tzw. Jeziorem Czerniańskim. Została ona zbudowana w latach 1967 do 1973r., z ujęcia wód dwóch głównych potoków źródłowych najdłuższej rzeki w Polsce – Wisły: Białej i Czarnej Wisełki, w miejscu ich łączenia się, na zbiegu dolin Białej i Czarnej Wisełki. Wysiedlono 12 gospodarstw i szkołę. Wycięto 19 ha lasów.

Powstała Zapora ziemno – betonowa, wys. 36 m, pow. 40 ha, pojemności ok.5 mln.m3 wody. Mówiono, że przy okazji budowy Zapory, wybudowało się wiele domów w dalszej i bliższej okolicy, dlatego konieczny był remont, do którego przystąpiono latem 1997r., poprzez iniekcję płynnego cementu w szczeliny i pęknięcia. Wodę ze zbiornika spuszczono aby oczyścić z osadów dno, dlatego pracowały tam koparki. Prace trwały już jakiś czas, gdy w lipcu zaczęło padać. Opady deszczu były tak niespodziewanie obfite i gwałtowne, że koparki zostały zalane, a remontowany zbiornik szybko zaczął napełniać się wodą. W ciągu kliku dni woda podeszła już prawie do poziomu przelewu powodziowego i wtedy na szczęście deszcze ustały.

Przez tych kilka deszczowych dni mieszkańcy Wisły z niepokojem oczekiwali sygnału o ewakuacji, ponieważ spodziewano się w każdej chwili przerwania korony Zapory i runięcia 5 mln m3 wody w dół rzeki, na miasto. Pierwszym zalanym budynkiem byłby budynek Nadleśnictwa Wisła, położony tuż pod koroną Zapory. A my wciąż tam pracowaliśmy (wynosząc dokumenty z parteru na piętro). W ostatni dzień opadów ok.godz.14:00 pojechaliśmy zobaczyć jaki jest stan wody, żeby zdecydować czy już uciekać, czy nadal trwać na posterunku. Wtedy właśnie przestało padać. Powoli odzyskiwaliśmy nadzieję na ocalenie.

W sumie okazało się zbawienne, że w zaporze nie było wówczas wody i że wytrzymała ona napór mas wody. Z tych opadów 1997 r. pamiętam, że w lesie woda lała się zewsząd, nawet bez potoków. Niewielkie cieki lub strużki występowały ze swoich brzegów, drogi przy potokach były podmywane, zrywane asfalty, mosty zrywane lub uszkadzane. Remont zapory został szczęśliwie zakończony, a pierwszy poważny – dany – sprawdzian był w dniu 1 września 2010 r.

Trudno, mimo upływu ponad 25 lat zapomnieć te wszystkie wydarzenia i emocje, strach, które im towarzyszyły. Zarówno Zapora w Wiśle jak i Zapora w Niedzicy uratowały setki, jeśli nie tysiące domów w Małopolsce I na Śląsku przed zalaniem. Z pewnością uratowały też niejedno ludzkie życie.

Równia Czorsztyńska przygotowywana do zalania /źródło: NAC


Dawnego Czorsztyna już nie ma. Pozostały wspomnienia z tamtego czasu i parę zdjęć ze spływu Dunajcem. Ale dziś, dzięki zaporze ludzie chyba tu żyją spokojniej, bez stresu że znowu przyjdzie woda i zaleje ich domy.

Elżbieta Hołysz

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, udostępnianie tylko za zgodą redakcji portalu staryczorsztyn.pl/MMC

Przeczytaj także :
Czorsztyńskie „Basie”. W „pohrabiowskich domach” wypoczywały tysiące turystów, którym na wieczorkach zapoznawczych do tańca przygrywali Cyganie – Stary Czorsztyn

Akcja „Tama Tamie” w Czorsztynie / 1990 – 1992/ – Stary Czorsztyn

Zatopione i podpalone dworskie czworaki w Czorsztynie. XIX wieczny zabytek bezpowrotnie utracony – Stary Czorsztyn

Shares