Maria Sarata: Tatuś pracował na poczcie w Czorsztynie. Widział te ludzkie tragedie kiedy Dunajec zalewał domostwa i niszczył dorobek życia ludzi

Wyblakłe zdjęcia na których przed drewnianym budynkiem stoi grupa osób, pożółkłe listy z lat pięćdziesiątych oraz mszał rzymski – pamiątka ślubu rodziców są najcenniejszymi pamiątkami po ich ojcu Franciszku Dębskim, przedwojennym wiejskim listonoszu, a później naczelniku Urzędu Pocztowego w Czorsztynie. Maria Sarata i Stanisława Krupa – córki Franciszka z sentymentem wspominają Czorsztyn z lat 50. i 60. XX wieku.

„Tatuś pracował na poczcie w Czorsztynie. Pamiętam, że miałam 7,8 lat, kiedy mama wysyłała nas z siostrą ze Sromowiec do Czorsztyna żebyśmy zaniosły tatusiowi obiad. No i szłyśmy tą drogą od Niedzicy do Czorsztyna mijając dwór Drohojowskich i liczne zabudowania, bo tam wtedy było największe skupienie domów. To mógł być rok 1948, może 1950. Czorsztyn jak pobliskie Sromowiec gdzie się urodziłam były biednymi miejscowościami. I czasy były bardzo ciężkie” – wspomina Maria Sarata.

Franciszek Dębski, ojciec  Marii i  Stanisławy urodził się w Sromowcach w 1911 roku. Pochodził z dość zamożnej rodziny o czym może świadczyć fakt, że rodzice mieli 6 hektarów ziemi, a jak na tamte czasy była to duża, zamożna gospodarka.

Franciszek postanowił, że zostanie urzędnikiem. Ten pomysł bardzo nie spodobał się jego matce, która widziała syna na gospodarce. On się jednak nie ugiął i wbrew matce uciekł do szkoły powszechnej, po ukończeniu której został najpierw listonoszem wiejskim w Czorsztynie, a potem naczelnikiem Urzędu Pocztowego w tej miejscowości.

„Tata bardzo lubił swoją pracę. Prenumerował Rycerza Niepokalanej i chętnie go czytał. Na zachowanych egzemplarzach tej gazety widnieje data 1937 i pieczęć . Potem został naczelnikiem poczty i był nim do przejścia na emeryturę do roku 1956. Miał szanse awansować, ale nie zgodził się na zapisanie do partii, bo to było wbrew jego przekonaniom i do końca pracował w Czorsztynie. Na poczcie pracowali z nim dwaj listonosze: Dębski i Bańka. Obaj pochodzili z Kluszkowiec” – wspomina Stanisława Krupa, córka Franciszka Dębskiego, siostra Marii Saraty.

Jak wspominają córki Franciszka urząd pocztowy w Czorsztynie mieścił się w drewnianym budynku  w którym z przodu był duży pokój służący za główne pomieszczenie poczty i w nim właśnie mieściła się centrala telefoniczna oraz biuro. W drugim pomieszczeniu, z drugiej strony budynku był pokój listonoszy – tam odbywała się segregacja poczty i przygotowanie listów do dostarczenia ich adresatom. Z tyłu budynku znajdował się taki mały pokoik w którym czasem, gdy było to konieczne z względu na pracę nocował ich ojciec. Tak było m.in. podczas powodzi często nawiedzających Dolinę Dunajca.

„To były straszne czasy. Ludzie wtedy nie chcieli zapory i co roku byli zalewani. Nie zapomnę tego topiącego się, ryczącego bydła, uciekających, płaczących  dzieci. Nasz dom był na takiej górce. Przy każdej powodzi, a było ich czasem nawet 2,3 do roku sąsiedzi przyprowadzali do nas bydło i dzieci żebyśmy je przechowali do czasu, aż woda opadnie. Potem było wielkie sprzątanie i zaczynanie wszystkiego od nowa. Dużo trzeba było pracy żeby znowu wrócić do normalności” – wspomina Maria Sarata.

Jedną z największych powodzi była ta, która przyszła w 1934 roku. Pod zamkiem niedzickim gdzie była przystań flisacka, rozbity był obóz harcerki. Podczas tej powodzi utonął młody harcerz. Ludzie bardzo mocno przeżyli śmierć tego chłopca. Do dziś na szkole jest zaznaczony poziom wody jaki osiągnął Dunajec w 1934 roku.

„Mamusia opowiadała nam, że podczas tej powodzi domy pływały. Rzeka niszczyła wszystko co stanęło na jej drodze. Mama zapamiętała taki obraz jak na dachu swojego domu niesiony przez wodę siedział Pan Tkaczyk. To było coś okropnego gdy nadchodziła noc i woda zalewała pół wsi. Ludzie uciekali łodziami, ratowali się i swój dobytek. I to się ciągle powtarzało, bo Dunajec ciągle zalewał. Ta zapora to jest dla nas szczęście. Wreszcie jest spokój i jest dobrze. Dziś Czorsztyn i Sromowce to piękne, bogate miejscowości, nie to co dawniej, kiedy była bieda i wylewał Dunajec” – mówi Maria Sarata.

Powódź w 1934 roku / źródło: NAC

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, udostępnianie tylko za zgodą redakcji portalu staryczorsztyn.pl/Marzena Mordarska – Czuchra

Przeczytaj także: Wanda Kossecka, „Korytnianka” i warsztaty kilimiarskie w Czorsztynie – Stary Czorsztyn

Shares