Jarek Wetula: Dopiero dziś wiem kim był „duch” który wystraszył mnie w pohrabiowskiej willi

Byłem mieszkańcem Starego Czorsztyna, a konkretnie słynnego Skrzyżowania. Urodziłem się latem 1967 roku w Niedzicy, w działającej tam wtedy Izbie Porodowej, a mój chrzest odbył się w Kaplicy Flisackiej pod zamkiem w Czorsztynie. Rodzice nie byli rdzennymi mieszkańcami Czorsztyna. Mama pochodzi z Maniów i razem z tatą wynajmowali mieszkanie w domu, który stał przy Skrzyżowaniu, naprzeciwko słynnej restauracji „Pieniny”, czyli przedwojennej Willi Sperlinga.

Dom w którym mieszkaliśmy to był taki duży drewniany budynek, w którym był sklep spożywczy i tekstylny na parterze, biura GS-u na piętrze, w piwnicach magazyny. Obok budynku były dwa kioski RUCH-u oraz pawilon PTTK-u. Z informacji, które udało mi się zebrać wynika, że przed wojną dom należał do rodziny żydowskiej, natomiast po wojnie właścicielem budynku był znany w Nowym Targu lekarz dr Władysław Mech i od niego to właśnie, rodzice wynajmowali mieszkanie. Mieszkałem tam w latach 1967- 1973, mama trochę wcześniej, pracowała w księgowości GS-u.

Mieszkanie było na poddaszu, dwa pokoje bez toalety i łazienki. Toalety były dostępne piętro niżej, takie wspólne dla wszystkich, którzy tam mieszkali i pracowali. Okna pokoi wychodziły na zachód i widać z nich było m.in. Zielone Skałki i znajdujący się pod nimi camping. W tym domu mieszkali też Państwo Kwaśni. Pani Józefa opiekowała się mną gdy rodzice byli w pracy, a jej mąż był dyrektorem czy też kierownikiem kamieniołomu w Kluszkowcach. Pani Józefa zajmowała się robieniem gobelinów na zamówienie dla Cepeli, we współpracy z tymi warsztatami, które były na Podbrzeziu, założonymi przed wojną przez Wandę Kossecką.

W warsztatach tych pracowała też jej siostra Bronisława Budek, która specjalizowała się w robieniu kilimów. Czym to się różniło, nie wiem, ale taki drewniany pionowy warsztat tkacki, pamiętam, bo Panie miały go w domu. Mnóstwo rozciągniętych pionowo sznurków, które stanowiły osnowę, za tym papierowy wzór, wokół kartony z kłębkami kolorowej włóczki, która była przeplatana pomiędzy osnową i ubijana taką drewnianą ręczną, ubijaczką.

Pani Bronisława miała mieszkanko, a w zasadzie pokój z werandą w Domu Wypoczynkowym „Diana”, który stał nieopodal naszego domu w którym mieszkałem, po drugiej stronie potoku Kluszkowianka, przepływającego przez skrzyżowanie w kierunku Dunajca.

I tutaj ciekawostka, którą pokojarzyłem dopiero czytając historie, relacje i wspomnienia na stronie staryczorsztyn.pl
Gdy jako dziecko bywałem u Pani Broni w „Dianie” bardzo bałem się ducha, który ukazał mi się w jej mieszkaniu. Była to staruszka, która pojawiła się za meblami i zniknęła. Była siwa, w białej długiej koszuli nocnej, widziałem ją raz, ale zawsze bałem się, żeby nie pokazała się ponownie gdy tam przychodziłem.
A z historii, które przeczytałem na stronie staryczorsztyn.pl wynika, że mieszkała tam wtedy hrabina Anna Dłuska z domu Drohojowska, więc zapewne to tej staruszki/ducha tak bardzo się bałem 🙂

Dzisiaj poszperałem głębiej, popytałem rodziców i wiem, że to właśnie od hrabiny Dłuskiej, Pani Bronisława wynajmowała pokój będący częścią jej mieszkania. Obie Panie zresztą bardzo się przyjaźniły, a za meblami były drzwi, które łączyły ich pokoje i przez nie Pani hrabina przychodziła w odwiedziny do koleżanki, a ja miałem okazję raz ją zobaczyć i dziecięca wyobraźnia stworzyła resztę mrożącej krew w żyłach historii.

Tak więc mój cały dziecięcy świat przez kilka lat to było Skrzyżowanie w Czorsztynie, wędrówki z rodzicami w kierunku Podbrzezia, campingu pod Zielonymi Skałkami, w kierunku Kluszkowiec drogą przy której stały „Basie”, na wschód w kierunku gdzie była lodziarnia w domu Państwa Błachutów (pyszności), Skałki pod zamkiem w Czorsztynie nad Dunajcem, na tereny przy „Dianie”, miejsca przesiąknięte historią, które dzisiaj całkowicie zniknęły pod wodami Jeziora Czorsztyńskiego.

W 1973 roku wyprowadziliśmy się do Nowego Targu i do Czorsztyna oraz Starych Maniów, skąd pochodzi moja mama. Przyjeżdżaliśmy okazjonalnie, aż do końca, czyli do zalania zbiornika. Po kilku latach od powstania zalewu wróciłem, bo magia i piękno tego miejsca nadal działają na mnie. Założyłem rodzinę, wybudowałem dom i mieszkam tutaj z widokiem na to co pozostało ze starych czasów i to co powstało w nowych czasach… ale to już całkiem inna historia.

Jarek Wetula

Shares

Mecenasi portalu: