Stanisława Ucher: Sromowce, Czorsztyn, Nowy Targ. 50 lat temu między tymi miejscowościami toczyło się moje życie

Moje wspomnienia związane z Czorsztynem, rodzinnymi Sromowcami Wyżnymi i Nowym Targiem to mieszanka bardzo miłych wspomnień z czasów młodości i tragicznych wydarzeń w których brałam udział, a które na zawsze zapadły w moją pamięć.

Urodziłam się w 1948 roku w Sromowcach Wyżnych nad Dunajcem w Pieninach. Było nas siedmioro dzieci w domu: dwóch braci i pięć sióstr. Mój tatuś Stanisław Górecki i dwaj moi bracia Jan i Józef Góreccy odkąd pamiętam byli flisakami i pracowali przy spływie Dunajcem. Później Jan się ożenił i wyjechał do Katowic, gdzie pracował w kopalni. Brat już niestety nie żyje, a w Katowicach mieszka nadal bratowa i jej dzieci. Druga siostra również wyjechała do Katowic i tam osiadła, trzecia również już nieżyjąca mieszkała we Wrocławiu, czwarta Anna mieszka w Żywcu, a najmłodsza siostra Krysia, która też już nie żyje mieszkała w Sromowcach. Nadal mieszkają tam jej dzieci i wnuki.

Życie w Pieninach w latach 50. i 60. XX wieku nie należało do łatwych. Do szkoły podstawowej chodziliśmy w Sromowcach, ale już gdy przyszedł czas na edukację w szkole ponadpodstawowej to do tej szkoły którą wybrałam w Nowym Targu w 1963 roku była cała wyprawa. Była to najpierw szkoła zawodowa a potem technikum skórzane w Nowym Targu. Rano trzeba było dojść pieszo do Czorsztyna na autobus do Nowego Targu i nim dojeżdżało się do szkoły. I codziennie była taka wyprawa ze Sromowiec do Czorsztyna pieszo, kilka kilometrów. Czasem było wesoło, czasem nie. Najgorzej było jesienią i zimą, zwłaszcza gdy wszystko zasypał śnieg i były wielkie zaspy. Ale to była nasza młodość, a młodość wszystko wytrzyma. I pozostały miłe wspomnienia.

Po zakończeniu szkoły zawodowej w Nowym Targu rozpoczęłam pracę w Nowotarskich Zakładach Przemysłu Skórzanego w Nowym Targu. Zakład, który powstał w 1955 roku pod koniec lat 60. był największym pracodawcą w regionie. Pracowałam w nim przez 24 lata od 1963 do 1986 w dziale wzornictwa.

To był piękny czas naszej młodości. Z kilkoma dziewczynami co niedziele po nieszporach, no inaczej by była awantura w domu, szłyśmy do Czorsztyna na herbatkę, bo w tamtym czasie to nie było pieniążków na coś więcej. Chodziłyśmy do tej restauracji która była w centralnym miejscu Czorsztyna, przy Skrzyżowaniu, tam gdzie było centrum wsi. Siadywałyśmy przy stoliku i zamawiałyśmy herbatę. Było wesoło i miło spędzałyśmy niedzielne popołudnie w gronie koleżanek.

Podczas dojazdów do pracy w Nowym Targu doszło do tragicznego wypadku autobusu. W 1966r po pracy wracając do domu mieliśmy wypadek. 5 kwietnia, we czwartek przed Wielkanocą autobus spadł z mostu ma brzeg. Nie wpadł do wody, jak ten w Hubie gdzie zginęło kilka osób z Maniów parę miesięcy wcześniej i to nas uratowało. Ja niewiele pamiętam z tego wypadku, bo straciłam przytomność po uderzeniu w głowę podczas tego wypadku i większość wiem z opowiadań ludzi, którzy tam byli. Opowiadali mi potem, że autobus spadł i wtedy miałam przecięta głowę. Potem nas zabrali do karetki, innych do podstawionego autobusu i przewieźli do szpitala. Przyszli do nas ludzie z Maniów i nas wkładali do tego autobusu, który przyjechał zabrać nas do szpitala. Mówili mi później, że w szpitalu płakałam bardzo jak mi dawali zastrzyk. Moja koleżanka Janina Kowalczyk miała obie ręce złamane. Lekarze z karetek przesiedli się do autobusu i udzielali nam pomocy podczas jazdy do szpitala.

Ludzie byli potłuczeni i połamani, ale nikt nie zginął, jak wcześniej przed Bożym Narodzeniem koło Huby, gdy we czwartek był wypadek i zginęli ludzie z Maniów, gdy autobus wpadł do rzeki. Autobus którym my jechaliśmy upadł na brzeg rzeki i to nas nas uratowało. Dzięki Bogu to już przeszłość.

W 1989 roku wyjechaliśmy całą rodziną do USA i do dzisiaj tutaj mieszkamy. Mamy 3 córki: Basię, Ulę i Agnieszkę i 6 wspaniałych wnuków. Tęsknie za moimi rodzinnymi stronami, wspominamy naszą młodość. Mamy tu Polish Tv i oglądamy cały czas i jesteśmy z Polską. Kilka razy odwiedzaliśmy Polskę, teraz trudne czasy i nie można. Pozdrawiamy serdecznie moją rodzinę w Sromowcach Wyżnych oraz naszych znajomych w Sromowcach i Czorsztynie , a szczególnie Grażynkę Marek Singh i Stasia Jabłońskiego. Tęsknimy za Pieninami !

Most na Dunajcu łączący Czorsztyn z Niedzicą – Stary Czorsztyn

Wzniesiony 160 lat temu dwór Drohojowskich w Czorsztynie utonął w wodach Jeziora Czorsztyńskiego – Stary Czorsztyn

Shares

Mecenasi portalu: