Previous
Next

Ryszard Knurowski: „Mieszkaliśmy tuż przy drodze do Maniów…” Historia, która dziś jest tylko wspomnieniem

Był dom, była droga do Maniów, była stacja benzynowa z białym pudlem o imieniu Konczita. Była też dróżka nad Dunajec i kemping „Pod Zieloną”. Dziś tego świata już nie ma — pozostały tylko wspomnienia.

Nazywam się Ryszard Knurowski. Urodziłem się w Nowym Targu w 1969 r. Moja rodzina ze strony taty pochodzi z Czorsztyna. Tam też, wraz z dwójką braci, kuzynem i kuzynką, mieszkałem do 5 roku życia. Część wspomnień napisałem od siebie, resztę dopowiedział mój tata Wacław, który jest w tej chwili jedynym żyjącym z czterech braci.

Dom przy drodze do Maniów

Dom, w którym mieszkaliśmy, znajdował się niedaleko od skrzyżowania przy drodze w stronę Maniów. Wybudowany był przez mojego dziadka. Był to ostatni dom po prawej stronie za stacją benzynową, która była po lewej stronie drogi.

Stację benzynową prowadzili państwo Sobolewscy. Pamiętam, że mieli tam psa — białego pudla o imieniu Konczita. To imię szczególnie utkwiło mi w pamięci. Czasem przychodzili do naszego domu razem z psem.

Droga nad Dunajec i „Pod Zieloną”

Prawie naprzeciwko naszego domu była dróżka prowadząca w stronę Dunajca, na końcu której znajdował się kemping — ośrodek wypoczynkowy PTTK „Pod Zieloną” oraz pole namiotowe.

Przy tej dróżce mój dziadek miał swój ogród, gdzie hodował warzywa i bratki w tzw. inspektach, czyli skrzyniach przykrytych starymi oknami. Te bratki szczególnie pamiętam, bo zawsze mi się podobały ze względu na różnorodność kolorów.

Dalej była łąka i pole namiotowe już pod samym terenem kempingu. Ze wspomnień taty wiem, że na łące przed kempingiem było boisko do piłki nożnej. A że w Czorsztynie nie było żadnej drużyny i nie miał kto grać w piłkę, latem w sezonie turystycznym boisko służyło jako pole namiotowe.

Gospodarzem kempingu był przyjaciel naszej rodziny, myśliwy — Alfred Lastowica, mieszkający na stałe w Szczyrku. Zapamiętałem go jako „wielkiego chłopa z dużą, czarną brodą”, a że byłem wtedy małym dzieckiem, to ten opis może nieco na wyrost i bardzo sugestywny. Dzieciństwo z tego okresu upłynęło nam na terenie między domem a kempingiem „Pod Zieloną”.

Dom pełen ludzi i historii

Mój dziadek Stanisław Knurowski (ur. w 1910 r.) był ogrodnikiem u Drohojowskich. Tam poznał babcię Albinę Kapuśnik (ur. w 1906 r.), która pracowała jako kucharka.

Tata opowiadał mi, że jak Drohojowski dowiedział się, że chcą się pobrać, to dał im na własność kawałek swojej ziemi, na której wybudowali dom.

Dom był na tyle duży, że mieszkały tam trzy rodziny: dziadek z babcią, mój tata z trójką dzieci i brat taty — Roman z dwójką dzieci. Dodatkowo był jeszcze pokój wynajmowany przez dziadków turystom. Byli to często stali goście, których mój tata nieraz wspominał, bo dzięki nim nawiązywały się nowe znajomości i wieloletnie przyjaźnie, m.in. z polską piosenkarką Marią Koterbską.

Na tych turystów mówiło się wtedy „letnicy”, ale to chyba nie była najlepsza nazwa, bo do dziadków przyjeżdżali też nieraz zimą.

Codzienne życie

Z opowiadań taty wiem, że dziadek pracował jako palacz w gminie i jako „mobilny” listonosz, bo miał rower. Poza tym miał swoje niewielkie gospodarstwo — kury, kaczki, krowy, własną pasiekę.

Dziadkowie mieli czterech synów: Kazimierza — który zginął w 1940 r., rozjechany przez niemiecki samochód podczas wojny, Tadeusza, Wacława (mojego tatę) oraz Romana.

Tadeusz w połowie lat 60. wyjechał z rodziną do USA i tam już pozostał. Co jakiś czas przyjeżdżali odwiedzić rodzinę.

To tylko fragment wspomnień o miejscu, którego już nie ma. Stary Czorsztyn żyje dziś przede wszystkim w pamięci tych, którzy zdążyli go poznać — w obrazach, zapachach i historiach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Ciąg dalszy nastąpi… 🙂
Ryszard Knurowski

Shares

Mecenasi portalu: