Anna Tota: Ten klimat Starego Czorsztyna pozostał we mnie na zawsze. Bardzo żałuję, że nie zobaczę i nie wrócę już nigdy do tamtego Czorsztyna

Miałam 7, może 8 lat gdy domy wypoczynkowe „Basie” w Czorsztynie na jakiś czas stały się miejscem gdzie spędzałam bardzo dużo czasu. Wszystko to za sprawą moich rodziców, którzy  przez kilka lat pracowali w tych domach. Tata był konserwatorem, a mama główną księgową. W mojej pamięci „Basie” i Stary Czorsztyn zajmują bardzo ważne miejsce i często wracam do tych lat i miejsc w Czorsztynie, których nie ma już od blisko 30 lat.

Nasze „Basie” kochane
„Basie” – domy wypoczynkowe Funduszu Wczasów Pracowniczych to były trzy budynki w centrum Starego Czorsztyna położone blisko siebie. W Basi I były biura, administracja domów wczasowych i stołówka. W dwóch pozostałych Basiach II i III były pokoje dla turystów. W każdym z tych budynków na piętrze było po ok. 10 pokoi.

Basia I
Na dole  były biura administracji i mieszkała Pani Dłuska. Na górę po schodach się szło i tam było 10 pokoi. Były 2 wspólne prysznice i wspólne łazienki. Nie było łazienek przy każdym pokoju. Przy prysznicach były takie kratki drewniane.  Basia I jako jedyna z „Baś” była murowana. Przed zalaniem zbiornika czorsztyńskiego wysadzono ją w powietrze. Pamiętam ten wybuch. Strasznie płakać się chciało patrząc na to co się dzieje.

Basia II
Tam była przepiękna świetlica z grająca szafą do której się wrzucało pieniądze i płynęła muzyka. Była tam też sala telewizyjna gdzie ludzie przychodzili pooglądać sobie telewizję. Był stół bilardowy. Tam odbywały się także wieczorki taneczne, ludzie spotykali się żeby porozmawiać i razem spędzić czas. To był przepiękny obiekt.
Z tej Basi II wychodziło się na taką oszkloną werandę. Był tam też taki nieduży hol z którego wychodziło się na górę do tych pokoi których było ok. 10. Tam na piętrze był także piękny duży taras.

Basia III
Dawniej willa „Pieniny”, z obszerną szklaną werandą  i znajdującym się nad nią tarasem z widokiem na zalew i Tatry, została wybudowana i oddana do użytku jako pensjonat w latach 30.XX w. przez lekarza Bolesława Okuljara. Po zakończeniu II wojny światowej została znacjonalizowana i utworzono w niej dom wczasowy.

W okresie przed zalaniem wszystkie trzy „Basie” służyły pracownikom budującym zaporę. W tej najładniejszej, murowanej „Basi I” mieszkała dyrekcja, administracja, tam był stróż,  a w Basi II i III pracownicy budujący zaporę. Basię II i III przeniesiono do skansenu na Stylchyn. Basia I została wysadzona w powietrze przed zalaniem .

Pokoje, hole i tarasy w czorsztyńskich „Basiach”
Domy wczasowe w Czorsztynie w latach 70. XX w. tętniły życiem. Ludzie przyjeżdżali zarówno latem jak i zimą. Turyści mieszkali w pokojach, które zasadniczo, od czasów poprzednich właścicieli czyli z okresu przed II wojna światową ni były przerabiane. Zrobiono udogodnienia takie jak ubikacje i łazienki, ale i ne nie były przy każdym pokoju tylko na korytarzu i dwie łazienki oraz 2 prysznice służyły lokatorom wszystkich pokoi znajdujących się na pietrze. W Basi I, nazywanej także Diana był piękny skórzany wypoczynek. W tym budynku na parterze były biura, znajdowała się tam cała dyrekcja. Był hol, piękna stołówka w której pracowały kelnerki. Raz w tygodniu było wiórowanie podłogi. Dziewczyny nakładały na nogi takie metalowe wiórka i czyściły te podłogi. Sama tez próbowałam tego wiórowania. Wśród wyposażenia domów wczasowych były niewątpliwie pozostałości po dawnych właścicielach, ale też wprowadzono trochę udoskonaleń i elementów charakterystycznych dla lat 70: naczynia z logo FWP czy meble z masowej produkcji.

Pohrabiowska kuchnia w „Basi I”
Kuchnia w Basi I była wyjątkowa. Ogromna kuchnia węglowa zajmowała znaczną cześć nie mniej wielkiego pomieszczenia. W kuchni pamiętającej czasy właścicieli Czorsztyna Drohojowskich tętniło życie, gotowało się tutaj wszystko na świeżo, ręcznie robiło się większość potraw:  pierogów, galaretek, desery. Niczego się nie przywoziło z zewnatrz tylko wszystko robione było na miejscu. Na podwieczorek były babeczki pieczone na miejscu w kuchni, kisiel z jabłuszkiem. Pyszne jedzenie, wspaniałe.

Czymś dziś niespotykanym w kuchniach była stara, sznurkowa winda dzięki której z dolnego pomieszczenia transportowało się towary do kuchni.  Na dole kobiety obierały ziemniaki i wsadzały je w taki duży garnek, a szefowa wyciągała przy użyciu tej windy ten garnek z obranymi już i umytymi ziemniakami na górę do kuchni i na piec kładła do gotowania.

Hrabina Anna Dłuska z Drohojowskich

Bardzo często jako dziecko widziałam ją wędrującą z blaszanym garnuszkiem po coś do jedzenia do kuchni w Basi I. Czasem jakąś zupę przynosiły jej kelnerki pracujące w tym domu wypoczynkowym. Dłuska miała w Basi I taki malutki pokoik w którym było bardzo dużo pięknych obrazów. Niewykluczone, że były to obrazy Kossaka i innych znanych malarzy. Dla mnie jako kilkuletniego dziecka widok w tym pokoju tych obrazów by niesamowity. To było coś czego nie widziało się w innych domach w Czorsztynie. Pani Dłuska w tym domu, który kiedyś był jej własnością, ale po wojnie został znacjonalizowany i przeznaczony na dom wczasowy mieszkała z tego co wiem do końca swojego życia. Dożyła blisko 90 lat.

Wspomnienia ze Starego Czorsztyna to nie tylko domy wczasowe „Basia”, ale wiele innych miejsc których już nie ma i nie będzie. Wracam wspomnieniami do Zielonych Skałek, przystani flisackiej z pawilonem, pola namiotowego i beczek kempingowych, dworu Drohojowskich, który robił ogromne wrażenie jak na tamte lata, czy restauracji „Pieniny” w której pracowałam.

Dziś po Starym Czorsztynie zostały wspomnienia i zdjęcia na których widać świat który wraz z zalaniem Doliny Dunajca na zawsze zniknął.

Anna Tota

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, udostępnianie tylko za zgodą redakcji portalu staryczorsztyn.pl/MMC

Przeczytaj także : Przystań flisacka w Czorsztynie

Shares