Łukasz Pennar: W latach 80 ' w Czorsztynie oglądaliśmy w świetlicy „Przygody Pana Michała”, wędkowaliśmy na Dunajcu i czasem przynosiliśmy rodzicom dziwne płyny w butelkach po oranżadzie z okolicznych domów

Do starego Czorsztyna zacząłem przyjeżdżać z Ojcem jako 5 letni chłopak. Mój tata był zapalonym wędkarzem i miał swoje ciekawe miejsca do których należał i Czorsztyn. Co roku przez parę dni nocowaliśmy albo w domkach campingowych mieszczących się niedaleko „centrum” albo w namiocie na campingu za płotem.

Nad Dunajec szło się przez wielkie pole namiotowe potem przez lasek i docierało się do miejsca gdzie po prawej stronie znajdowała się wiecznie zamknięta restauracja po lewej zaś domek w którym stacjonował wiecznie opalony ratownik z długimi włosami którego tata nazywał Janosik 🙂

Pamiętam że w tym pięknym miejscu Dunajec płynął sobie spokojnie i był dość głęboki. Świetne miejsce „do łowienia leszcza” … Zresztą po drugiej stronie łowił leszcze taki znajomy Ojca niejaki Adaś z Krakowa który podobno był ubekiem (tak mówił tata) strasznie mnie skrzyczał kiedyś jak za blisko bawiłem się przy jego maluchu… Wiec zawsze miałem tego gościa w głębokim poważaniu.. 🙂

Na campingu przez cały czas toczyło się życie towarzyskie, miałem mnóstwo kolegów i koleżanek w swoim wieku,
beztroska zabawa trwała do nocy.. Rodzice równie dobrze się bawili, śpiewy były do nocy i te sprawy 🙂
W centrum ośrodka campingowego była tzw. świetlica – duża oszklona buda z czarno-białym telewizorem w środku
na którym dzieciarnia oglądała „Przygody Pana Michała i Wakacje z Duchami…”

Pewnego dnia na polu namiotowym znalazłem tysiąc złotych z Kopernikiem. Z wpojonej uczciwości pytałem
paru dorosłych czy nikt nie zgubił ? Nikt się nie przyznał w związku z tym tata wziął mnie na obiad do restauracji przy Skrzyżowaniu. Byłem dumny że za moją kasę jemy 🙂

Pamiętam doskonale „Grzybka” z którego lało się piwo.. obok zawsze była chmara ludzi i wszyscy wydawali się być zadowoleni.. Raz podczas posiadów koło restauracji tata wysłał mnie po dwie butelki „czegoś” do takiego dużego drewnianego domu który stał przy drodze z krzyżówki do Ośrodka Campingowego. Wchodziło się do niego po takich dużych, drewnianych schodach. Nie pamiętam co tam było ale mógł to być też jakiś wyszynk. Dostałem „coś” w brązowych butelkach po oranżadzie, wracając z powrotem nie omieszkałem się sprawdzić.
Wykrzywiło mi buzie i plułem okrutnie. Musiał to być pewnie jakiś bimber 🙂

W starszym wieku na początku lat 90-tych często jeździliśmy „na Maniowy” . Szliśmy przez pusta wieś, wszystko wyglądało tak jakby ktoś dopiero co opuścił te domy.. Mieliśmy swoje miejsca.. namioty rozbijaliśmy obok jeziorek albo przy Dunajcu.. Było pięknie, ale to już inna historia.

Łukasz Pennar

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, udostępnianie tylko za zgodą redakcji portalu staryczorsztyn.pl

Przeczytaj także:
Wakacje w beczkach kempingowych w Czorsztynie – Stary Czorsztyn

Shares