Aniela Tota: W latach ’70 ubiegłego wieku do Czorsztyna przyjeżdżały tłumy turystów

W domach wczasowych Funduszu Wczasów Pracowniczych w Czorsztynie pracowałam przez 7 lat jako główna księgowa. Były to lata 70 XX w. kiedy domy wczasowe przeżywały swój największy rozwój. To były jak to się mówiło „domy pohrabiowskie”.

W pierwszej Basi przed wojną właścicielką była hrabina Dłuska (z domu Drohojewska) i ona po wojnie mieszkała w tej willi kątem najprawdopodobniej do śmierci. Biedna staruszka – Fundusz Wczasów Pracowniczych dawał jej jedzenie i pokój do mieszkania. Pamiętam ją doskonale, bo mieszkała w małym pokoiku z obrazami w Basi I gdzie my miałyśmy biura i prowadziłam księgowość domów wczasowych. Pamiętam, że lubiła malować kwiatki, a kelnerki z domów wczasowych przynosiły jej do zjedzenia różne zupy. Z tego budynku, z Basi I pochodził też ks. Wesołowski, który urodził się w tym budynku.

W domach wczasowych w Czorsztynie tzw. „Basiach” wypoczywało bardzo dużo turystów przyjezdnych, ale sporo było też miejscowych, którzy dostawali tu przydział na wypoczynek.

Wypoczynek był zorganizowany, był przewodnik, turyści wyjeżdżali, zamawiali wycieczki do Zakopanego, Szczawnicy. Chodzili na wycieczki piesze na Trzy Korony, czy inne trasy. Czasem za dopłatą jechali za granicę, na dzisiejszą Słowację.

Były wieczorki taneczne zapoznawcze i pożegnalne na których grali Cyganie. Cyganie byli z Czorsztyna. To był taki czteroosobowy zespół który prowadził Antek z Niedzicy.

Dużo napracowałam w tej księgowości. Do pracy miałam tylko taką niemiecką maszynę do pisania i liczydło. Nie było na czym obliczać rachunków. Faktury trzeba było pisać ręcznie i potem to wszystko trzeba było zaksięgować.

Strasznie wtedy kombinowali i ja nie mogłam dojść do ładu z pieniędzmi które powinny były znaleźć się wtedy w kasie, bo ciągle mi tych pieniędzy brakowało. Kierowniczki zapraszały na posiłki różnych ludzi, nie płacili i mi się w kasie nie zgadzało.

Czarę goryczy przelała sytuacja kasą. Ta kasa miała być w środku przymocowana do podłogi. A nie była. I ukradli mi tą skrzynkę i wyrzucili do lasu. Pieniędzy tam nie było dużo, ale tak to zniszczyli i tego było już za dużo. Miałam dość takiej pracy i się zwolniłam i poszłam najpierw do pracy w Niedzicy, a potem do Szczawnicy. A potem szczęśliwie przeszłam na emeryturę i zajęłam się domem i rodziną.

Aniela Tota/ rocznik 1925/Czorsztyn

Przeczytaj Także:
Czorsztyńskie „Basie”. W „pohrabiowskich domach” wypoczywały tysiące turystów, którym na wieczorkach zapoznawczych do tańca przygrywali Cyganie – Stary Czorsztyn

Shares