Elżbieta Zaborowska: Głośne góralskie śpiewy dochodzące z karczmy niosły się nad Doliną Dunajca

Do Czorsztyna przyjechałam z mamą w 1968 roku. Miałam wówczas 10, 11 lat, a mama dostała tutaj przydział na wczasy zakładowe z Filharmonii Narodowej w Warszawie w której pracowała jako pracownik fizyczny. Było to dla nas duże wydarzenie. Przyjazd z Warszawy, w okolicach której mieszkałyśmy w Pieniny był sporym wyzwaniem, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jeździło się wówczas autobusem lub pociągiem, a nie jak dziś samochodami.

Zakwaterowanie otrzymałyśmy w domu wczasowym „Basia II”, jednym z trzech budynków w kompleksie domów wczasowych Funduszu Wczasów Pracowniczych. Pamiętam nieduży pokoik, który był zlokalizowany od strony górki, a nie ulicy. Zapamiętałam także ciemne drewno, które znajdowało się w tym pokoju. A najbardziej zapadły mi w pamięć głośnie, wieczorne śpiewy, które niosły się ze znajdującej się po sąsiedzku karczmy – restauracji „Pieniny”. Było głośno, radośnie i gwarno.

Podczas naszego pobytu w Czorsztynie były organizowane wycieczki po okolicy. Zapamiętałam stary, piękny drewniany kościół z przepięknymi malowanymi ozdobami roślinnymi, grający pomnik z metalu na wzgórzu, Zakopane, Nowy Targ i spływ Dunajcem. Zwiedzanie ruin zamku w Niedzicy i wspinaczkę na Trzy Korony. Bardzo lubiłam te górskie wyprawy z przewodnikiem. Zwiedzanie i miłość do przyrody pozostała do dnia dzisiejszego.

Dla mojej mamy to był jedyny wyjazd na wczasy w życiu. Potem nigdy już na taki wypoczynek nie pojechała. Mama była wdową i wychowywała dwójkę dzieci którym poświęciła całą swoją uwagę. Natomiast mnie zawsze pozwalała jeździć na obozy harcerskie, wycieczki szkolne, kupować książki do czytania i prasę młodzieżową. Ciekawostką dla mnie pozostaje jak dojeżdżała na moje obozy harcerskie w środku lasów mazurskich.

Po tym dwutygodniowym pobycie w Czorsztynie i odbytych wówczas górskich wędrówkach pozostał mi sentyment do Pienin i zachwyt Tatrami. Generalnie wolę niższe góry takie jak właśnie Pieniny. Przed Tatrami mam wielki szacunek i respekt.
Jakiś czas temu byłam na Trzech Koronach, ale wówczas nie odwiedziłam Czorsztyna. Muszę się tam wybrać. Zapewne nie poznam Czorsztyna, bo to dziś pewnie zupełnie inne miejsce niż to które odwiedziłam 50 lat temu.

Elżbieta Zaborowska

Shares