
Kolonie letnie Fabloku w Czorsztynie – Nadzamczu. Kadra nauczycielska na kolonii.
Zdjęcie ze zbiorów Zofii Kubicy
Dla kilku pokoleń dzieci pracowników Fabryki Lokomotyw FABLOK w Chrzanowie Czorsztyn był miejscem pierwszych wakacyjnych przyjaźni, ognisk, wycieczek i niezapomnianych przygód. Zanim powstało Jezioro Czorsztyńskie, a Nadzamcze zmieniło się w tętniącą życiem miejscowość turystyczną, wakacyjne turnusy odbywały się pośród pól, lasów i polnych dróg. Zofia Kubica pamięta ten świat doskonale. Najpierw przyjeżdżała tu jako kilkuletnia uczestniczka kolonii, później została wychowawczynią przez kolejne lata współtworzyła miejsce, które dla setek dzieci stało się synonimem wakacji.

Dzieci na kolonii Fabloku w Czorsztynie Nadzamczu. Zdjęcie ze zbiorów Zofii Kubicy
– Dla mnie Czorsztyn to prawie rodzinna miejscowość – mówi Zofia Kubica, której wspomnienia obejmują ponad trzydzieści lat historii kolonii organizowanych przez Fabrykę Lokomotyw FABLOK w Chrzanowie.
Po raz pierwszy przyjechała tutaj na początku lat sześćdziesiątych. Jej ojciec pracował w FABLOKU, dlatego jako uczennica szkoły podstawowej mogła wyjeżdżać na wakacyjne turnusy organizowane dla dzieci pracowników zakładu. Były to lata 1960–1962. Koloniści mieszkali przede wszystkim w willi „Marychna” na Nadzamczu, ale przedsiębiorstwo dysponowało także domkami kempingowymi, namiotami i barakiem położonym przy dzisiejszej ulicy Drohojowskich. Każdego lata do Czorsztyna przyjeżdżało nawet od 150 do 200 dzieci podczas jednego turnusu.

Spływ Dunajcem dzieci z kolonii Fabloku. Zdjęcie ze zbiorów Zofii Kubicy
Wakacje w zupełnie innym Czorsztynie
Dzisiejszy Czorsztyn niewiele przypomina ten zapamiętany przez Zofię Kubicę.
W latach sześćdziesiątych była to niewielka, spokojna wieś. Na Nadzamczu stały właściwie tylko „Marychna”, Willa Jasna i willa Kiosk (należąca do ówczesnego WZGS z Krakowa – obecnie teren hotelu Eco Active Resort Pieniny). Wokół rozciągały się pola uprawne, łąki, polne drogi i lasy. Nie było jeszcze licznych pensjonatów ani ruchu turystycznego, który dziś jest czymś naturalnym.
– Ja znałam Czorsztyn jako dziką wieś – wspomina. – Były same pola, dużo zarośniętych terenów i typowo rolniczy krajobraz. Dopiero w latach osiemdziesiątych, wraz z przesiedleniami mieszkańców Starego Czorsztyna, miejscowość zaczęła się wyraźnie zmieniać.

Nad Dunajcem w Czorsztynie z widokiem na zamek w Niedzicy / Zdjęcie ze zbiorów Zofii Kubicy
Woda w beczkowozie i kąpiel w miejskiej łaźni
Warunki kolonijne dalekie były od współczesnych standardów, ale nikomu to nie przeszkadzało. Wodę do ośrodka przywoził beczkowozem pan Brożek. Sanitariaty znajdowały się w znacznej odległości od domków, a przed zakończeniem turnusu dzieci obowiązkowo prowadzone były do miejskiej łaźni w Starym Czorsztynie przy ulicy Turystycznej.
To właśnie tam odbywała się obowiązkowa kąpiel przed powrotem do domu. Dla dzieci był to po prostu kolejny element kolonijnej przygody.

Spływ Dunajcem . Zdjęcie ze zbiorów Zofii Kubicy
Ogniska, piosenki i pierwsze zagraniczne wycieczki
Najbardziej w pamięci pozostały jednak chwile spędzone razem. Wieczorne ogniska, nauka piosenek, wspólne śpiewanie i wycieczki należały do codzienności. Organizowano również wyjazdy do ówczesnej Czechosłowacji, gdzie dzieci kupowały za korony drobne pamiątki, cukierki czy okulary przeciwsłoneczne.
Do dziś zachowały się fotografie z połowy lat sześćdziesiątych przedstawiające wychowawców i uczestników kolonii FABLOKU – dla wielu osób są one jednymi z nielicznych pamiątek z tamtych wakacji.
Od kolonistki do wychowawczyni
Kolonie tak mocno wpisały się w życie Zofii Kubicy, że po kilku latach wróciła do Czorsztyna już nie jako uczestniczka, lecz wychowawczyni.
Po raz pierwszy objęła grupę dzieci w 1966 roku, mając zaledwie osiemnaście lat. Jej grupa mieszkała w baraku. Obok znajdował się plac apelowy z masztem flagowym i boiskiem. Tam rozpoczynał się każdy dzień kolonijnego życia.

Jadalnia Fabloku w Czorsztynie Nadzamczu. Nad wejściem tablica z napisem: Ośrodek Wczasowo-Kolonijny Bumar – Fablok Chrzanów. Zdjęcie ze zbiorów Zofii Kubicy
Życie blisko natury
Kolonie były także okazją do poznawania życia mieszkańców Czorsztyna.
Dzieci chodziły na jagody, uczyły się piosenek i często zapuszczały się na okoliczne pola oraz do lasów. Zdarzało się, że właściciele gruntów wypraszali kolonistów ze swoich terenów, przypominając, że są to prywatne pola lub las.
W latach 1967–1968 prowadzono nawet specjalne dzienniczki pracy. Koloniści pomagali przy sianokosach, ładowali słomę na wozy drabiniaste i wykonywali proste prace gospodarskie. Dla nikogo nie było to niczym niezwykłym – była to naturalna część wakacyjnego pobytu na wsi.
Czorsztyn przed wielką zmianą
Podczas spacerów dzieci często zaglądały także pod ruiny zamku, gdzie uczyły się piosenek i skeczów na wieczorne ognisko.
Na skałach widniały już wtedy znaki pokazujące poziom przyszłego zalewu, który miał powstać po wybudowaniu zapory na Dunajcu. Wówczas wydawało się to odległą przyszłością, jednak właśnie te oznaczenia zapowiadały jedną z największych przemian w historii Czorsztyna.
— ciąg dalszy nastąpi w części II —
Redakcja portalu staryczorsztyn.pl składa podziękowania Pani Zofii za jej opowieść o Starym Czorsztynie i koloniach w Fabloku oraz udostępnienie zdjęć.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie materiału tylko za zgodą portalu staryczorsztyn.pl (MMC)

























